Migotania, przejaśnienia (część 4)

Autor: Ryszard Sypniewski, Gatunek: Proza, Dodano: 02 marca 2013, 10:34:45

                Szef znów zachowywał sie przy mnie swobodniej i nabrałbym się na tę pozę, bo świetnie grał. Nie zdawał sobie jednak sprawy, że byłem po mocnej dawce snu. Wiedziałem, co kombinuje, wiedziałem nad czym pracował przez ten tydzień Bronek. Wiedziałem, że niebawem będą chcieli mnie zaskoczyć. Bronek rozłoży przede mną zdjęcia, dokumenty i powie, że w tych kwitach sporo o mnie i żebym zastanowił się kogo i z kim chcę chujać.

                Pozostałem póki co w mojej roli. Spotykaliśmy się co wieczór, jedliśmy ćwiartki pomidorów posypane pieprzem i solą, mlaskaliśmy, oblizywaliśmy palce i gadaliśmy co "trzeba by zrobić".

– Trzeba by tak zrobić, żeby te działki trafiły do nas, ale nie na nas. Jakiegoś słupa potrzebujemy.

– Szefie, znajdziesz kogoś, to zbiorę na niego kwity, nie znajdziesz, to dam kogoś już zrobionego, z kwitami.

– Porozglądam się. Trzeba by kogoś stąd, z urzędu najlepiej i taki scenariusz napisać, żeby słup myślał, że chuj wie co ugra. No i o kasie trzeba by pomyśleć. Rychu, trzeba by zająć się pewną panią. Dyrektorka Wschodniego Banku Cukrownictwa. Oni i tak niedługo klękną, mają bajzel, że chuj. A dziewczyna młoda i dojna, ja pierdole, mówię ci!

Bronek podał mi teczkę. Mariola Dzyzndzel. Faktycznie młoda, przed trzydziestką jeszcze. Na każdym ze zdjęć wielki dekolt. Jezus Chryste, gdzie ona staniki kupuje? Cha cha. Kawał baby, biustem mogłaby zabić! Mężatka, bezdzietna, ambitna i wiecznie napalona.

– OK, szefie, urobię ją, choć przyznam, że przerażają mnie takie kolosy cha cha! Ile właściwie potrzebujemy?

– Potrzebujemy przewróconą ósemkę, Rysiu.

 

                Dzyndzel faktycznie była jak bułka z masłem, a właściwie, jak masło z bułką. Już na pierwszym spotkaniu rumieniła się i wierciła jakby robiła sobie dobrze. Prosiła co chwilę, żebym zaglądał w monitor i odchylała się. Przerażała mnie ta łatwość. A może ta masa napalonego różowego ciała. Na drugim spotkaniu oparła się wzgórkiem o moją dłoń na krawędzi biurka. Poczułem się jak złapany we wnyk. byłem gotów odgryźć sobie ramię. Na szczęście zapukała sekretarka. Dzyndzel z niechęcią podpisała jakieś umowy, inne kazała zostawić na biurku. Wyraźnie zdenerwowana usiadła z impetem na fotelu.

– Panie Rysiu, bardzo dużo jest tych dokumentów. To jest do zrobienia, ale wie pan, żeby taką linię otworzyć, to ja muszę wiedzieć o waszym biurze wszystko. A mam jeszcze dużo standardowej pracy. Może spotkajmy się wieczorem. Będziemy mieli czas wszystko omówić, nikt nam nie będzie przeszkadzał...

Poczułem, że wessało mi wacka do środka.

 

                Już po godzinie jechałem w kierunku Poznania. Potrzebowałem Niuni, żeby zakpić z szefa. Musiała mnie też bronić przed Dzyndzlem. Zadzwoniłem do żony po drodze, więc czekała wystrojona i spakowana. Od razu ruszyliśmy do Łodzi. Wypytałem ją o Bronka. Cwaniak załatwił sobie papiery urzędnika skarbowego i siedział całą dniówkę w dokumentach księgowych firmy. Powiedział Niuni, że zna mnie ze starych czasów i ciągnął ją za język: gdzie jestem, co porabiam. Wyjaśniłem żonie jak wygląda sprawa z monstrualną Mariolką. Niunia spięła się początkowo, ale w trasie rozluźniła i gdy zatrzymaliśmy się na stacji benzynowej, rozsunęła mi rozporek, opuściła swoją bieliznę i oparła się o dach samochodu. Zanim strzelił pistolet dystrybutora, Niunią już targały spazmy. Pracownicy mieli niezłe miny, gdy podawałem dane biura poselskiego na fakturę.

 

                Zdążyliśmy wpaść do mieszkania. Usiadłem na klopie i starałem się zebrać myśli. Wziąłem szybki prysznic i pojechaliśmy do knajpy.

– Mariolu, to moja żona, Jadzia. Jadziu, to Mariola, o której opowiadałem.

Dzyzndzel była wściekła. Za to Niunia spisywała się idealnie. Wycałowała dyrektorkę jak kuzynkę ze wsi i powiedziała, że koniecznie chciała ją poznać po tym, co ode mnie słyszła. Po chwili zrobiło się nawet przyjemnie. Kelner przyniósł zamówione żarcie. Ze smakiem jadłem całkiem dobrego schaboszczaka i wpatrywałem się jak Mariolka z lubością wpycha w siebie jakąś pieczeń, pyry, a potem solidną porcję pierogów. Niunia uśmiechała się i zerkała na mnie dyskretnie. Dzyndzel nie kroiła pierogów, wkładała do ust w całości. W dodatku mówiła, a nawet śmiała się z pełnymi ustami.

– Przepraszam – Powiedziała przysuwając talerzyk z miodownikiem –ale uwielbiam jeść. I lubię nie przejmować się podczas jedzenia konwenansami. Jedzenie jak seks. Nie ma zasad, nie ma tabu!

Zaniosła się śmiechem. Niunia słuchała jej coraz bardziej rozbawiona i śmiała się z nią całkiem szczerze. Przyznam, że i mnie coraz łatwiej było o szczere uśmiechy.

– Jadziu, ale ten twój Rychu... Mówię ci, pilnuj go, bo ja siebie nie upilnuję.

– Mariola, a gdzie bym go upilnowała, to dziad nie do ogarnięcia – Brylowała Niunia z zadziwiającą łatwością – Wyobraź sobie, zerżnął mnie na BP. Ludzie z samochodów obok stali i gapili się, a ja waliłam w dach toyoty i jęczałam. Rychu jest mistrz!

Gaworzyły tak sobie jakby mnie nie było. Rozluźniałem się coraz bardziej. Wybuchaliśmy co chwilę śmiechem. Zrobiłem się senny. Dziewczyny zaczęły coś szeptać. W końcu padło hasło, że zbieramy się. Mariola zapraszała nas do siebie. Niunia namawiała, żebyśmy pojechali, więc pojechaliśmy.

Komentarze (17)

  • Ten odcinek dobrze się czyta. Żwawo napisany. Bez niepotrzebnych komentarzy narratora. Panie Ryśku, nadużywa pan spójnika "i". Czasem lepiej dać kropkę, napisać drugie zdanie, hm?

  • Panie Zdzisiu, dziękuję za techniczną uwagę. Chętnie z niej skorzystam :)

  • Pod tym odcinkiem nikt , mam nadzieję, nie będzie grymasił.

  • Grymasy motywują, pani Wando :)

  • Tak to jest na Liternecie, że po 2-3 odcinkach zainteresowanie prozą spada.

  • Najważniejsze, żeby Ryśkowi zainteresowanie nie spadło... :-)

  • Dlatego Rychu powinien kontynuować swoją działalność komentatorską :)

  • Bo to go motywuje :)

  • Panie Ryszardzie, nie oglądam w ogóle telewizji, ale panski serial mi sie podoba.jest dobrze, tutaj bardziej subtelnie, tak jak lubię.Powieść zmierza w dobrym kierunku. Orzeł pewnei by mnie teraz upomniał, ae nie mogę się powstrzymać:
    - Od dzis jest pan moim małym grzechem, znaczy pański serial;)

  • *pewnie
    *ale, przepraszam za literówki w komentarzu.

  • No, ten "mały grzech" pęcznieje...

  • romek na odstawce?

  • Pani Agnieszko, z jednej strony cieszę się, że powoli się pani przekonuje do mnie, z drugiej mam nadzieję, że nie traktuje mnie pani przedmiotowo. Moje życie nie jest serialem, traktuję je poważnie. Poważnie do bólu, wręcz śmiertelnie.


    Somebody, w odstawkę? Romek? Jezus Chryste, trzymaj mnie! Nie wiesz jakie Romek ma plecy, brachu! ;)

  • może mieć owłosione bo jak ma gładziutkie to podeślij go do mnie

  • Panie Ryszardzie, polecam jednak troszkę więcej luzu, bo znowu zaczynam się Pana bać, a już byłam po dobrej myśli. I nieco mniej wulgazryzmow prosze, jak już pan tak traktuje siebie poważnie, ładnie pan napisał w jednym komencie pod prozą tutaj, że mniej wulgaryzmów. Wie pan, ja też mam z tym proble, wtedy K. zwraca mi uwagę, jak coś nie wyjdzie, to ciśnie mi sie na usta czasem. Ale może taki wtedy pan był, możetakim pan jest nadal, nie wiem, pan piszę wspomnienia, nie wiem jeszcze jaki pan jest teraz. Powieść zaczynała się dość niesmacznie, ale teraz nabiera rumienców. Nie jest to jakieś wiekopomne dzieło, no wiadomo, ale jak pan sie przy tym dobrze bawi, to fajnie:)Staram się ludzi nie traktować przedmiotowo, ale jeszcze przemyślę to co pan powiedział.Św. Augstyn:" błązę więc jestem". W każdym bąź razie, ten koment pański:mniej wulgaryzmow bardzo dobrze na mnie podziałał. Myślę, że Jasiek się z tego ucieszy. Dziś sie roześmiał i nzawał mnie zapominalskim słoniem:) ekstra:) i tak słodko się uśmiechnął do tej zakręconej matki. Przepraszam, żże takie dygresje wplatam, ale ostatnio nosi mnie w slowach, wiem, ze to nic ma do pańskeigo tekstu, przepraszam bardzo za ten niemerytoryczny komentarz.

  • Pani Agnieszko, jakąkolwiek drogę sobie człek nie wybierze, to czy będę/będą go szanować zalezy przede wszystkim od jego konsekwencji. Konsekwencja bowiem świadczy o nieprzypadkowości, premedytacji, świadomym kreowaniu. Taką dewizą się kieruję i dlatego reaguję w sytuacjach, gdy ktoś epatuje wulgaryzmami, obsceną i podobnymi nieestetycznymi zachowaniami. Ktoś mógłby zarzuć mi, że sam faszeruję kreowane przeze mnie postacie i światy wulgaryzmami i obsceną właśnie. Wyprzedzając zarzuty odpowiadam: moja konsekwencja tkwi w niekonsekwencji i nie ugnę się, bo moją ambicją jest być człowiekiem kreującym, a nie PRZEDMIOTEM do kreowania, MODELINĄ.
    Dziękuję za przemiłą korespondencję.

  • Panie Ryszardzie, mi też miło. Dziękuję bardzo:)pomyśle nad konsekwencją to bardzo ważne:) wiele mi dała dzisiejsza rozmowa z panem:)
    pozdrawiam

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się